PODZIEL SIĘ
Ocen ten tekst

Renato De Guz, to emerytowany pilot włoskiej All’Italii, który miał okazję kilkakrotnie wozić po świecie świętej pamięci Jana Pawła II. Kiedy się go pytam o Papieża, uśmiecha się z satysfakcją i zamyślony rozpoczyna wspomnienia, rozkładając swoje fotografie, na których widnieje w towarzystwie Jana Pawła II.

Jak to się stało, że został Pan wyselekcjonowany do prowadzenia papieskiego samolotu i towarzyszenia  Papieżowi w jego podróżach?

 

Piloci All’Italii byli wybierani do prowadzenia samolotu papieskiego  na zasadzie zdobytego doświadczenia i umiejętności. Tak się złożyło, że wówczas byłem już pilotem z wieloletnim doświadczeniem, w zwziązku z tym wielokrotnie podróżowałem z Ojcem Świętym, towarzysząc mu w jego pielgrzymkach i wizytach po całym świecie.


Jak wyglądały takie loty samolotem z Papieżem, kto Wam towarzyszył?
Lataliśmy po całym świecie. Dla Papieża był przygotowywany specjalny samolot, inny od typowych samolotów pasażerskich jakie znamy. Z reguły w podróżach z Papieżem towarzyszyli mu inni dostojnicy kościelni,  specjalnie wyselekcjonowana obsługa saomolotu,  a także dziennikarze, którzy towarzyszyli Janowi Pawłowi II. Sam Ojcec Święty posiadał swój pokój, w którym mógł odpoczywać podczas długich godzin lotu, np z Rzymu na Alaskę.


Gdzie Pan miał okazję latać z Papieżem i jakie podróże z Ojcem Świętym najbardziej utkwiły Panu w pamięci?
Podróże, które wspominam do dziś ze względu na ich wyjątkowe okoliczności, to m.in. lot do Buenos Aires w połowie czerwca 1982 roku. Kiedy to na przełomie marca i czerwca doszło do konfliktu zbrojnego zwanego wojną o Faklandy Malwiny, między Argentyną a Wielką Brytanią.

Pamiętam, jakby zdarzyło się to wczoraj, kiedy to Ojcec Święty zaraz po przylocie, wyszedł z samolotu i pocałował ziemię argentyńską. Byłem pod wrażeniem tej sceny. Myślałem wówczas o toczącej się wojnie i o tym, że jeszcze kilka dni wcześniej Papież przebywał w Wielkiej Brytanii. Mogłem sobie tylko wyobrażać, jakie poważne obowiązki na nim spoczywały.

Z drugiej strony obserwowałem Jana Pawła II –  głowę kościoła katolickiego, który mimo swej pozycji i powagi sytuacji, umiał zawsze znaleźć czas na wszystko i na krótką rozmowę z każdym. Nawet w tak trudnej jak wówczas sytuacji, kiedy to jechał do kraju ogarniętego wojną. Zachowywał się on w stosunku do wszystkich jak przeciętny człowiek. Zawsze skromny, cierpliwy i dyspozycyjny. To zawsze mnie wzruszało i wzbudzało mój podziw, podczas tych niezapomnianych, wspólnych podróży z Ojcem Świętym.

Kolejna wyjątkowa podróż, podczas której miałem okazję towarzyszyć Ojcu Świętemu, to lot do Fairbanks w stanie Alaska. Było to 12 maja 1984 roku, kiedy to Papież Jan Paweł II spotkał się z ówczesnym Prezdentem USA – Ronaldem Reganem. Była to niezapomniana, długa podróż kontynuuowana dalej przez Koreę Południową, Papuę Nową Gwineę, Wyspy Salomona i Tajlandię.


Proszę opowiedzieć o momentach, kiedy to miał Pan okazję obcować z Janem Pawłem II
Ojciec Święty miał zawsze wiele spraw na głowie, a  etykieta nie pozwalała mu specjalnie na zbyt długie rozmowy z osobami spoza jego najbliższego otoczenia. Mimo to,  on zawsze sam chętnie ucinał sobie pogawędkę z nami pilotami, tak jakby próbował  na chwilę odciąć się od swojej roli głowy kościoła i być normalnym, przeciętnym człowiekiem. Umiał rozmawiać z każdym i o wszystkim: o pogodzie, rodzinie, naszej pracy. Roztaczał w swoim otoczeniu niesamowitą aurę spokoju, bez względu na okoliczności.  Nawet wówczas kiedy to lecieliśmy do Argentyny, a był to bardzo trudny moment dla Papieża, on mimo nerwowej atmosfery, emanował spokojem, dostojeństwem i dawał ogromne poczucie bezpieczeństwa.

Papież był również bardzo pogodnym człowiekiem i miał spore poczucie humoru. Swym uśmiechem i żartami rozpraszał napiętą atmosferę. Pamiętam też pewną zabawną historię, kiedy to Jan Paweł II wchodząc na pokład samolotu powiedział do mnie:
–  Jesteśmy w Waszych rękach Kapitanie-
Na co mu odpowiedziałem: -Tak naprawdę to jesteśmy w rękach Boga, Ojcze Święty-
A on śmiejąc się stwierdził:  – To prawda.-

 

Czym różniły się podróże z Papieżem od lotów z innymi ważnymi osobistościami?
Towarzyszenie Ojcu Świętemu w jego podróżach było odmienne od akompaniowania innym osobistościom np politykom, bądź dostojnikom kościoła. Mimo, że były to specjalne papieskie samoloty, odpowiednio dobrana załoga i często wyjątkowa, nieco napięta atmosfera, Karol Wojtyła zawsze swym zachowaniem starał się tak postępować, byśmy  czuli się w jego towarzystwie swobodnie. Było to niesamowite. W przypadku wielu poważnych sytuacji, on zawsze umiał rozproszyć nerwową atmosferę i ukoić wszystkich dobrym słowem, czy gestem. A przecież to na nim spoczywała cała odpowiedzialność i cężar danej sytuacji! My tylko mu towarzyszyliśmy i obserwowaliśmy jak zmienia historię.


Czy w tamtych czasach przyszło Panu do głowy, że być może towarzyszy Pan w podróżach przyszłemu świętemu?

Nie, nie przyszło mi to do głowy, chociaż już wtedy wyczuwało się, że Karol Wojtyła jest niesamowitym człowiekiem i wyjątkowym Papieżem, który swą postawą umiał wpłynąć na wydarzenia  i zmienia�� bieg historii na skalę światową.


Jakie jest Pana zdanie na temat beatyfikacji Jana Pawła II?

Przewidywałem, że do tego dojdzie. Beatyfikacja Jana Pawła II nie jest dla nas niespodzianką. Wszyscy wiedzieliśmy, że prędzej czy później do tego dojdzie, ponieważ Karol Wojtyła był wyjątkowym człowiekiem. To wydarzenie można było już  przewidzieć podczas pogrzebu Papieża, kiedy to tłumy skandowały o nim „Święty od zaraz”.

 

Dziękuje za rozmowę

Monika Zakrzewska