PODZIEL SIĘ
Ocen ten tekst

Włosi na całym świecie znani są z wielu rzeczy. Na pewno z pizzy, dobrego czerwonego wina, kawy espresso, lodów, piłki nożnej, mody, makaronu, sosu bolognese, Watykanu, obuwia, cappuccino, giro d’Italia, mozzarelli, gestykulacji, Koloseum, krzywej wieży w Pizie oraz gondoli w Wenecji. Mnie kraj ten kojarzy sie jeszcze z jednym, a mianowicie ze specyficznym ruchem ulicznym

Życie we Włoszech bez samochodu jest niezmiernie trudne, a czasem wręcz niemożliwe. Zapewne w większych miastach, jak na przyklad w Rzymie, Turynie, Mediolanie, komunikacja miejska funkcjonuje doskonale, a niejednokrtonie przemieszczanie się środkami komunikacji jest szybsze i bardziej ekonomiczne, niż własnym samochodem. Stąd też nikogo nie dziwi widok Włochow przemierzających codziennie odcinek dom-praca w metrze, nawet jeśli w garażu stoi najnowszy model alfa romeo. Nie we wszystkich miastach jednak samochód można zastąpić innym środkiem lokomocji. Wydostanie się poza granice mniejszych miejscowosci, miasteczek czy wiosek, na przykład na południu, czy też w górach na północy Włoch, okazuje sie często bardzo trudne, szczególnie w dni świateczne.

Poruszanie sie pieszo nie nalezy do najbezpieczniejszych, choćby dlatego, że ciężko we Włoszech znaleźś porządne chodniki. A jeśli już takowe istnieją, służą niejednokrotnie jako parking dla samochodów. Widok pieszej osoby niezmiernie dziwi Włochów, a poruszanie się na własnych nogach jest zazwyczaj znakiem rozpoznawczym obcokrajowców. Z powodu braku ścieżek rowerowych, również przemieszczenie sie rowerem nie jest najlatwiejsze. Należy natomiast zauważyć, iż drogi doprowadzone są do najdalej położonych miejsc. Nawet w górach, na wysokości 3000 metrów, istnieje droga asfaltowa, choć bardzo wąska, to umożliwiająca dojazd do każdej osady.

We Włoszech zarejestrowanych jest ponad 45 milionów pojazdów. Na 100 osób przypada 77 samochodów. * Już 15-latkowie porzucają auobusy i do szkoły udają się skuterem. Po osiągnięciu pełnoletności, natomiast zapisują się na kurs prawa jazdy, który stopniem trudności w niczym nie przypomina tego w Polsce. We Włoszech osoba przygotowująca się do egzaminu państwowego z części praktycznej, po osiąganięciu “il foglio rosa”, czyli “różowego dokumentu”, może prowadzić samochód, w towarzystwie osoby, która zobowiązała sie asystować w nauce jazdy przyszłemu kierowcy oraz udostępnić mu swój pojazd. Czas trwania kursu zależy od instruktora. To on decyduje, kiedy dany uczeń gotowy jest podejść do egzaminu. Najistotniejsza jest część teoretyczna. Obcockrajowcy, nie znający dobrze języka włoskiego, zdawać ją mogą w formie ustnej. Koszt kursu to około 500-600 euro, plus 20 euro za każdą godzinę jazdy.

W psychologii istnieje teoria, według której aby poznać charakter danej osoby, wystarczy przyjrzeć się w jaki sposób prowadzi ona samochód. Jeśli wierzyć tej tezie, obserwując naród włoski “za kółkiem”, możnaby dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o jego mentalności. Pokonujac samochodem każdego dnia dystans około 40 km, mam okazję podziwiać wielu Włochów za kierownicą, a doprawdy jest co podziwiać.

Jeśli ktoś rano bywa ospały, osowiały i ma problemy z niskim ciśnieniem, mała przejażdżka do centrum większego włoskiego miasta będzie zapewne doskonałą pobudką. Wszechobecny hałas klaksonów, które odzywają się już w jednej setnej sekundy po zapaleniu światła zielonego oraz wrzeszczący za kierownicą Włosi, podniosa ciśnienie w mgnieniu oka. Swoja drogą włoskich kierowców powinno się zwać artystami. Nie chodzi tu absolutnie o fakt, iż właściwie każdy samochód jest porysowany, lecz o niebywałe zdolności. Niełatwo jest bowiem jednocześnie rozmawiać przez telefon komórkowy, gestykulować, krzyczeć i prowadzić samochód.

Moja codzienna droga do pracy to niekończąca się obawa, iż nie dotrę do biura na czas. Bywa, ze przede mną wlecze się 30 km na godzinę betoniarka. Odnoszę wrażenie, że czeka na moment, aż wszyscy ruszą do pracy, by nie przemierzać samotnie pustych ulic, co przecież daje dużo mniej satysfakcji niż obserwacja zniecierpliwionych kierowców. Czerwone światło, którego nikt nie respektuje. Pośrodku ruchliwej ulicy zaparkowane samochody, które znacznie utrudniają prowadzenie samochodu. Zapewne nieopodal znajduje się bar, w którym wlaściciele zaparkowanych pojazdów spotykają się na poranną kawę. Poranek bez espresso, to zły poranek. Kilka metrów dalej znajduję się kiosk, przed którym stoją motory, samochody. Przynajmniej światła awaryjne mają włączone. A jaka to awaria? Brak gazety “Tuttosport”, w której umieszczono wyniki meczu piłkarskiego.

Przejście dla pieszych. Staruszka kilkakrotnie odwraca głowę w lewo i prawo. Stawia pierwszą nogę i nieufnie się cofa. W tym momencie z niemałą prędkością, przejeżdża kabriolet, trąbiąc na przerażoną panią. Pieszy nie ma tu wcale pierwszeństwa. Włoska ulica jest jak dżungla, w której tylko najsilniejsi i najszybsi mogą przetrwać, a przepisy są po to, by je łamać.

Prawdziwy dramat zaczyna się na skrzyżowaniu, gdy przestają działać światła. To jedyne momenty, w których z dumą podkreślam fakt, iż zdałam egzamin na prawo jazdy w Polsce dopiero za szóstym razem. Dzięki temu doskonale “przestudiowałam” wszelkie zachowania w ruchu ulicznym, a i tak nadal popełniam błędy. Wyobraźmy sobie zatem Włocha, który zdał prawo jazdy po wykupieniu zaledwie 4 godzin jazdy z instruktorem, a egzamin odbywał się na przykład w Aoscie, gdzie w ciągu dwóch dni można nauczyć się ulic na pamięć. Jako świeżo upieczony kierowca przesiada się do nowego samochodu wersji turbo sport, podarowanego od dumnych rodziców i rusza z przyjaciółmi “przed siebie”. Młodość, pewność siebie, brak wyobraźni, brak doświadczenia zwykle nie popłacają, szczególnie w trudnych sytuacjach ruchu ulicznego.

Gestykulacja Włochów za “kółkiem” to temat, który zasługuje na oddzielną uwagę. Mnie najbardziej bawią ci, którzy łamiąc prawo ze względu na nieznajomość podstawowych zasad, przekonani o swojej racji, w odpowiedzi na trąbienie pozostałych kierowców, składają dłonie w specyficzny sposób, machając nimi do przodu i do tyłu, zapytując jednocześnie “Che ca… vuoi da me?” (Czego k…chcesz ode mnie). Jestem zdania, iż włoska, ruchliwa ulica to najlepsze miejsce do nauki przekleństw, czego oczywiście nikomu nie polecam.

Często niestety się zdarza, iż do biura docieram nieco spóźniona i mocno pobudzona poranną przejażdżką. Całe szczęście pracuje w kraju, w którym punktualność jest pojęciem względnym, a akademicki kwadrans, niejednokrotnie się wydłuża i jest przez wszystkich tolerowany.

Pewnego poranka do biura wszedł staruszek o lasce, ledwo stawiał kroki…ale zaraz zaraz…przyglądam się jemu uważnie i uświadamiam sobie, że tego samego ranka widziałam go za kierownicą samchodu. Tak, to własnie on poruszał się środkiem jezdni, na linii ciągłej, pomiędzy pasem lewym i prawym, skutecznie utrudniając płynny ruch. No cóż, we Włoszech to widok nierzadki. Staruszkowie, którzy ledwo słyszą, ledwo widzą, i często ledwo się poruszają, posiadają nieograniczone prawo do prowadzenia pojazdów… i to jakich!

Właściwie codziennie na włoskich ulicach można zaobserwować ogromną ilość stłuczek. Sama niestety kilka miesięcy temu brałam w takiej udział. Spowodowane są one często używaniem, a raczej nadużywaniem telefonów komórkowych w trakcie jazdy. Choć wyczyn taki surowo jest karany, większość kierowców nic sobie z tego nie robi. Lepiej wymyślać coraz to nowe sztuczki, jak na przykład udając drapanie się po głowie, wyrzucając komórkę na tylne siedzenie, niż po prostu założyć słuchawki i bez większych zagrożeń rozmawiać, jednocześnie prowadząc pojazd.

Kolejnym problemem jest zbyt duża predkość. Warto w tym miejscu dodać, iż mentalność Włochów w tej kwestii udziela się przedstawicielom innych krajów w momencie, gdy znajdują się na włoskich ulicach. Samowolka ta, ku zaskoczeniu, podoba się niezmiernie Szwajcarom. Właśnie tym, którzy we własnmym kraju, tam gdzie ograniczenie prędkości wynosi 60, jadą 59 km na godzinę, zaraz po przekroczeniu włoskiej granicy, wciskając pedał gazu do dechy. Wiatr we włosach, najnowszy model ferrari (kogo stać na taki samochód jeśli nie właśnie Szwajcarów), brak patroli kontrolujących prędkość, prawo którego nikt nie szanuje, czego można więcej chcieć? Hulaj dusz i do przodu, ile fabryka dała.

We Włoszech częstym powodem ulicznych wypadków jest niestety nadużywanie alkoholu. Warto przypomnieć, ze jeszcze kilka lat temu właściwie nikt nie obawiał sie kontroli poziomu alkoholu we krwi. Kolacja przy kilku kieliszkach wina, dyskoteka na której wypija sie dwa lub trzy drinki, albo kilka piw, nie była niczym nadzwyczajnym. Od kilkunastu miesięcy, szczególnie w piątkowe i sobotnie wieczory, patrole policji skrupulatnie kontrolują trzeźwość kierowców. Osobom, które pomimo zakazów, prowadzą w stanie nietrzeźwym, grozi już nie tylko utrata prawa jazdy, wysoka kara pieniężna oraz rozprawa sądowa. Od niedawna kierowca, który przekroczy maksymalny, dopuszczalny wskaźnik poziomu alkoholu we krwi (we Włoszech wynosi on 0,5), narażony jest na utratę własnego pojazdu. W wypadkach drogowych we Włoszech ginie rocznie 5 tysięcy osób, a aż 300 tysięcy doznaje ciężkich obrażeń, co równa sie 15 martwym i 800 rannym dziennie. W grupie wiekowej od 15 do 24 lat wskaźnik przyczyn śmierci sięga aż 40%, stając się jednocześnie pierwszym z powodów śmierci osób młodych.**

Jak już wspomniałam na wstępie, posiadanie samochodu we Włoszech jest często niezbędne, choćby po to by dotrzeć do pracy. Często zwykle zakupy w supermarkecie, czy tez wieczór w dyskotece, staja się niemożliwe, dla osoby pozbawionej własnego transportu. Posiadanie samochodu we Włoszech związane jest jednak z dodatkowymi kosztami. Poza ubezpieczeniem, przeglądem technicznym, właściciel pojazdu zarejestrowanego na Półwyspie Apenińskim co roku opłacać musi tak zwane “bollo della macchina”, czyli podatek od posiadania samochodu, który waha sie w zależności od wielkości silnika, rocznika pojazdu i mocy koni mechanicznych. Za sama rejestracje samochodu należy zapłacić około 500 euro.
W niektórych regionach autonomicznych, mieszkańcy otrzymują dopłaty do benzyny. Na przykład w Dolinie Aosty, władze regionu refufunduje 1000 litrów benzyny rocznie każdemu mieszkańcowi tej części Włoch. Podobne przywileje posiadają mieszkańcy Trentino oraz Friuli Venezia Giulia.

Podobo Niemcy żartując z polskich ulic, zapraszają turystów do naszego kraju, by przeżyć “wakacje z dreszczykiem”, ja natomiast idąc śladem owego sarkazmu, zapraszam do Włoch. Gwarantuje każdemu kierowcy mnóstwo wrażeń, silnych emocji i co najważniejsze, doskonałej lekcji włoskiej mentalności.

*“L’Ialia soffre di inquinamento e rumore se ne lamenta quasi metà delle famiglie”, www.larepubblica.it, 17 agosto 2007.
** www.corriere.it/cronache, 18.11.2007.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here