PODZIEL SIĘ
Ocen ten tekst

Mój wyjazd na stypendium był bardzo spontanicznym pomysłem i wszystkie formalności załatwiane były na ostatnią chwilę. Był to przedsmak tego, co czekało mnie w Bari, gdzie zaczęła się moja przygoda z Erasmusem.
Pierwszych dwóch dni można powiedzieć, że nie pamiętam z powodu całego zamieszania, załatwiania formalności i braku zorganizowania. Przez ten czas jak mantrę powtarzałam sobie „będzie dobrze”. Tak też właśnie było. Poprzez biuro Erasmusa znalazłam mieszkanie, a bardzo pomocne pracujące tam osoby pomogły przejść przez papierowe zamieszanie.

Po kilku dniach mogłam odetchnąć i zacząć robić to, na co przyszła ochota. W teorii Erasmus to tak naprawdę studiowanie, a w praktyce – wszystko inne. W przypadku Bari i całych południowych Włoch charakterystyczne dla wszystkiego i wszystkich jest niedotrzymywanie terminów, odwoływanie, przekładanie, brak informacji. Tak więc niektóre z moich zajęć zaczęły się w połowie listopada, a skończyły na dzień Świętego Mikołaja, który obchodzony jest tak hucznie jak nasz polski sylwester. Włosi mają bardzo dużo uroku, emanują energią i pogodą ducha, są bardzo pogodni, otwarci, choć niektórzy aż za bardzo, szczególnie bardzo przystojna płeć męska. Dziewczyna, która nie jest Włoszką, postrzegana jest jako „egzotyczna” i jako ta, która ulegnie z zachwytem z powodu byle komplementu, np. o pięknych oczach.

Dobrze jest spędzić z nimi trochę czasu, przyjąć tamtejsze zachowania. Nie spieszyć się i nie zamartwiać, tylko uśmiechać, a wszystko będzie dobrze. Panująca tam atmosfera udziela się wszystkim. Poranki są spokojne, popołudnia leniwe, a wieczorami całe miasto tętni życiem. Dla mnie dzień zaczynał się wczesnym popołudniem, a kończył wschodem słońca. Po powrocie do Polski odczuwam brak takiej atmosfery.

A brakuje mi tak wiele – ciepłego słońca, prania pachnącego morzem, niesamowitego smaku lodów i towarzyszącego mi na każdym kroku zapachu kawy.
Erasmus dla każdego znaczy coś innego, każdy ma inne oczekiwania, ale nie sądzę, aby ktokolwiek wrócił rozczarowany. Czy można narzekać na półroczne wakacje?
Dla mnie czas spędzony w Bari jest niezapomniany. Bez wahania wyjechałabym jeszcze raz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here